gru 06

W dniach 9/11.12.2011 odbędzie się w Warszawie i Łodzi szkolenie
z zakresu  najnowszych osiągnięć technologicznych
w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej.
Szkolenie poprowadzi konsultant medyczny  Fohow – prof. Arkadij  Gamperis
Firma Feniks-Fohow jest światowym liderem w produkcji
Biologicznie Aktywnych Dodatków tzw. Bioimmunoeneroregulatorów
na bazie grzybów wyższych takich jak : Kordiceps, Linchzhi, Shitake  itp.
Grzyby wyższe znane były i stosowane od tysięcy lat w starożytnej
medycynie wschodu ( Chiny, Tybet, Indie, Mongolia, Japonia ).
Badania naukowe ostatnich 10 lat potwierdzają  ich niezwykłą skuteczność
przywracania prawidłowego funkcjonowania całego organizmu.
Wynika to z ich potrójnego i silnego działania:
1. Działanie oczyszczające organizm
2. Działanie poprawiające  funkcjonowanie systemów organizmu
( bioimmunoregulacja )
3. Działanie regeneracyjne ( odżywcze, uzupełniające )
Preparaty  Feniks–Fohow produkowane w nowoczesnej biotechnologii
posiadają  najwyższe międzynarodowe certyfikaty  jakości GMP, HACCP i ISO.
Te Biologiczne Aktywne Dodatki  stanowią nie tylko uzupełnienie naszej diety,
lecz mogą być znaczącym wsparciem w walce z wieloma chorobami przewlekłymi,
jak również chorobami onkologicznymi  o czym świadczą wyniki badań klinicznych
w Chinach, Japonii, Korei, Rosji i Izraelu.
Dodatkowo dla osób zainteresowanych prof. Arkadij Gamperis będzie udzielał
konsultacji medycznych : w Warszawie 9.12.11 , w Łodzi w dniach 10/11.12.2011

Osoby zainteresowane szkoleniem  lub konsultacjami medycznymi
proszę o kontakt  na email: z.dabrowski@daring.pl

Zapraszam
Zbigniew Dąbrowski – konsultant  Firmy Fohow  w Polsce

 

 

 

Autor zbigniew_dabrowski

sie 16

Mistrzom się nie odmawia …
Szef Odnowy Biologicznej dla kadry Polski na Mistrzostwach Świata w Akrobacji Szybowcowej. Taką propozycję otrzymałem od mojego  przyjaciela, sześciokrotnego mistrza świata w tej dyscyplinie – Jerzego  Makuli.
I jak ogromna jest moja satysfakcja z faktu, że po raz siódmy sięgnął on po tytuł mistrzowski, a na dodatek,  drużynowo również wywalczyliśmy złoto. Nasze młodziutkie orły także spisały się na medal. Drużynowo zajęli co prawda dopiero szóste miejsce ale jak na swój pierwszy start w Mistrzostwach Świata jest to duży sukces,  który rokuje nadzieje na przyszłość. Ja i praktykujący w Centrum Daring  fizjoterapeuci, byliśmy od początku bezpośrednimi świadkami tych wydarzeń, a może nawet w jakiejś części także ich sprawcami.

Od śmigła !!! – na tą komendę wszyscy czekaliśmy aż cztery dni od oficjalnego otwarcia zawodów.

Szybownictwo, a w szczególności akrobacja zdecydowanie uzależniona jest od warunków pogodowych.
Albo pogoda jest sprzyjająca i latamy, albo nie i jesteśmy przyziemieni. Ciągłe czekanie na sumę wszystkich dogodnych warunków, to specyfika sportów lotniczych.
Czas wyczekiwania na pierwszy start organizatorzy wykorzystali na dopinanie guzików, zawodnicy na zwiedzanie Torunia i okolic, a odnowa biologiczna zajęła się rozpoznawaniem i likwidowaniem różnych problemów

Piątka… na szczęście.

Pełna koncentracja na chwilę przed startem. Teraz każdy zawodnik
musi liczyć tylko na siebie. Ostatnie spojrzenie w naszą stronę.
… jestem gotów. Podczepiajcie.

Leć Jurek, leć …

 

 

 

Autor zbigniew_dabrowski

kwi 27

Bajkał – Perła Syberii.

Święte Morze – jak mawiają miejscowi.
Trudno słowami opisać piękno tego miejsca. Kto raz je zobaczył, zrobi wszystko
żeby tam wrócić. Dla mnie będzie to już trzecia wyprawa. Wcześniej poznałem
południową i środkową część Bajkału po wschodniej i zachodniej stronie,
aż do Półwyspu Święty Nos.
To jest Bajkał dla masowego turysty, skomercjalizowany, proponowany przez
biura podróży. Na szczęście za każdym razem udało mi się tego uniknąć.
Obecna wyprawa to zupełnie inny Bajkał. Bajkał niedostępny dla zwykłego
turysty, niezaludniony, nieucywilizowany. Otoczony wysokimi górami
i dziką tajgą. To strefa parków narodowych i królestwo dzikiej zwierzyny.
Pełen tajemnic, święty, szamański Bajkał to cel mojej trzeciej wyprawy.

Mamy jeszcze 2 wolne miejsca na wyprawę wokół północnej części Jeziora Bajkał.

12 dniowy rejs kutrem Jaroławiec wzdłuż Gór Bajkalskich po zachodniej
stronie wybrzeża do Niżnoangarska i z powrotem po wschodniej stronie
wzdłuż potężnych i niedostępnych Gór Barguzińskich. Płyniemy na spotkanie
z nerpą – bajkalską foką i syberyjskim niedźwiedziem.
W miejscach postoju planujemy piesze wędrówki do źródeł Leny
i pod najwyższy szczyt Gór Bajkalskich – Górę Czerskiego.
W planach przeprawa przez tajgę do tajemniczego, polodowcowego
Jeziora Frolicha w Barguzińskich Górach,a także kąpiele w gorących źródłach
i wiele,wiele innych atrakcji. Dodatkowo spotkanie z buriackim szamanem
i pobyt na szamańskiej wyspie Olhon.
To może być najwspanialsza wyprawa Twojego życia. Jeśli się zdecydujesz, proszę o kontakt.

Zbigniew Dąbrowski

Autor admin

gru 07

Ustawiłem kamerę na wprost szklanej gabloty…

To jedno zdanie przez wiele miesięcy krzyczało do mnie -  I co dalej?
Zrobiłem więc sobie prezent na Mikołajki i w końcu …
Odpowiedź na to dręczące mnie tyle czasu pytanie znajdziecie Państwo
na moim blogu.
Zainteresowanych serdecznie zapraszam do lektury kolejnej części
Bajkalskiego szamana pt: Perła narodowa.

Zbigniew Dąbrowski


Autor zbigniew_dabrowski

lut 14

Ustawiłem kamerę na wprost szklanej gabloty. Sprawdziłem  kadr. Zrobiłem pierwsze ujęcie. Nie byłem  zadowolony.  Małe zawieszone nad nią lampki blikowały po szybach i fałszowały obraz. Zmieniłem  ustawienie. Powtórzone ujęcie nie było leprze. Kolejne również .Teraz to już się wkurzyłem. I na dodatek bateria dawała wyraźne znaki swojego zużycia. Wyłączyłem kamerę. Podszedłem bliżej  gabloty. Spojrzałem w woskową twarz stojącego w niej szamana. Kunsztownie zrekonstruowana przez naukowców na podstawie znalezionych szczątków, wyglądała jak żywa. Była to twarz starego, doświadczonego przez życie człowieka. Pełna dostojeństwa i głębokiego skupienia nad sprawami wykraczającymi poza zwykłą ludzką świadomość. Na głowie żelazna, rytualna korona. Przykryta  kawałkami kolorowego materiału  z opadającymi na  ramiona  taśmami, podkreślała majestat tej tajemniczej postaci. Przez chwilę wydawało mi się, że zwisające nad czołem żelazne dzwoneczki delikatnie się poruszyły. Poczułem na plecach zimne ciarki. . Z wrażenia zrobiłem krok do tyłu. Jeszcze raz spojrzałem na przytwierdzone do żelaznej obręczy  trzy dzwoneczki. Były  nieruchome… Najwyraźniej coś mi się przewidziało.

Zacząłem uważniej  przyglądać się szczegółom szamańskiego stroju. To w nich ukryta jest cała  wiedza o świecie, do którego wstęp ma tylko wybraniec bóstw i duchów. Szaman. Strój i rytualne przedmioty określają też rangę i stopień wtajemniczenia ich właściciela.  Przed wyjazdem  czytałem kilka ciekawych opracowań na ten temat znalezionych w Internecie. Mając teraz przed sobą oryginał na wyciągnięcie ręki mogłem skonfrontować zdobytą wcześniej wiedzę.

Najbardziej imponującym elementem tego stroju  był długi, skórzany płaszcz z frędzlami różnej długości u dołu i przy rękawach. Z tyłu, na wysokości ramion  sterczały ostre, żelazne szpony chroniące szamana w trakcie rytuałów przed niebezpiecznymi demonami.  Z  łączącej  je metalowej listwy zwisały do ziemi   kolorowe pasy i tasiemki obszyte mongolskimi symbolami .
Z przodu, z tyłu i po bokach cały płaszcz obwieszony był niezliczoną ilością małych żelaznych przedmiotów. Odniosłem wrażenie, że te wszystkie dzwoneczki, łańcuszki i kółka rozmieszczone są w jakiś dziwnie uporządkowany sposób. Tak jakby stanowiły coś w rodzaju punktów orientacyjnych  naniesionych na  mapę. Dźwięki tych metalowych przedmiotów  miały za zadanie odstraszać  nieprzychylne duchy podczas szamańskiej wędrówki w zaświatach.


Moją  uwagę zwrócił  też inny, metalowy i okrągły przedmiot  zwisający na jego piersi. Zapewne  to jakiś ważny amulet – pomyślałem.  Zbliżyłem  twarz do szyby i wtopiłem  w niego swój wzrok. Próbowałem odnaleźć tam ukryte tajemnicze znaki lub symbole.  Poza śladami starannie oczyszczonej rdzy niczego szczególnego nie znalazłem. Byłem rozczarowany.  Miałem  już zrezygnować, gdy nagle w tym metalowym krążku pojawiło się odbicie mojej  twarzy…  Olśniło mnie. Tak, to jest to słynne  szamańskie lustro. Symboliczna ochrona serca przed złymi mocami i zaklęciami.  Poczułem się dziwnie. Szarpnął  mną gwałtowny dreszcz i w jednej chwili  ciało zrobiło się ciężkie jak z ołowiu. Z trudem cofnąłem głowę od szyby. W szamańskim lusterku wciąż widziałem swoje odbicie i na dodatek wydawało mi się, że coś do mnie mówi. Znieruchomiałem. Stałem jak kamienny posąg naprzeciw  manekina ubranego w autentyczny strój szamana z przed  300 lat. Nie mogłem  oderwać  wzroku od metalowego krążka w którym wciąż widziałem swoją twarz.

Nie odczuwałem  strachu. Nie czułem żadnego  lęku. Właściwie to chyba nic nie czułem. I nie odniosłem też żadnego wrażenia, że  dzieje się ze mną coś dziwnego. Trwało to jakąś chwilę…
Tak samo jak nagle się pojawiło, również nagle zniknęło. Zniknęło  również moje odbicie.  Po kręgosłupie  znowu przeleciał gwałtowny,  zimny wstrząs. Odrętwienie ustąpiło. I stałem się leciutki niczym piórko. Bezcielesny. Spokojny i w pełni świadomy, że w tym właśnie momencie została nawiązana jakaś tajemnicza więź między mną, a tym muzealnym eksponatem zamkniętym w szklanej gablocie. Ale dla mnie nie był to już zwykły eksponat, manekin ubrany w strój szamana z przełomu XVII i XVIII wieku. Była to moc. Siła i moc, którą wyraźnie poczułem. Bez żadnych fajerwerków. Żadnych elektrycznych promieni wylatujących z oczu, ust czy rąk, jakie zdarza się nam oglądać w naiwnych,  filmowych bajkach. To był stan totalnej akceptacji…  tu i teraz. Bez napięcia.  Bez obaw, że coś miałoby się nie udać, że coś wyjdzie nie tak jak powinno. Zero ciśnienia, że cokolwiek muszę, skoro i tak wszystko samo się dzieje. Pozwalam się temu poddać. Pozwalam unieść się tej fali. Niech niesie mnie dokądkolwiek.  Jest we mnie wiara i ufność.  Z pokorą przyjmuję wszystko co ma się wydarzyć.
Mam przecież szamańskie błogosławieństwo na drogę.


Trudno mi w racjonalny sposób wytłumaczyć doznanie jakie przeżyłem w tamtej chwili.  To raczej zadanie dla naukowców. Neurofizjologów i psychologów badających tajemnice ludzkiego mózgu i ludzkiego umysłu. Dla mnie wystarczy świadomość  istnienia takich chwil  i radość ich przeżywania. Ten stan albo BŁOGOSTAN , który  fizjologia określiłaby jako chemię endorfin  trwał we mnie przez cały okres naszej  podróży.  Jak kol wiek byśmy tego nie nazwali . czy jest to intuicja, wewnętrzna moc, czy też duchowe przewodnictwo. Wielokrotnie zawierzyłem tej wewnętrznej sile i nigdy, ale to nigdy się nie zawiodłem.

Autor zbigniew_dabrowski


Pozycjonowanie
Projekt i wykonanie Netmax - tworzenie stron internetowych

Administracja

Fizykoterapia Warszawa, Likwidacja cellulitu